Brakujące ogniwo w teorii Toyoty - auris hybrid touring sports

2013-07-23 15:03:31 (ost. akt: 2013-07-23 15:04:41)

Same zaskakujące wieści z Toyoty — nie dość, że po sześciu latach pokazali wreszcie kompaktowe kombi, to na dodatek można je mieć w odmianie hybrydowej. Pierwsza jazda daje już poważny sygnał konkurencji.

Brakujące ogniwo w teorii Toyoty - auris hybrid touring sports

Autor zdjęcia: rr

Portfolio Toyoty od kilku lat wyglądało niczym modelka z wybitą jedynką. Pokażcie mi bowiem drugiego potentata motoryzacyjnego, który wycofał ze swojej oferty kompaktowe kombi — jeden z lepiej sprzedających się segmentów aut. I to na długie sześć lat. A w motoryzacji taki okres przewidziany jest na prawie półtora modelu. Ale bogaty dla Toyoty w premiery rok 2013 przyniósł oczekiwany model. I po pierwszym poznaniu z autem można tylko powiedzieć, że cierpliwość Japończycy wynagrodzili z nawiązką.

Oto bowiem powstał bardzo udany model o dość sportowej sylwetce, co skłoniło pewnie do użycia w nazwie touring sports zamiast jakiegoś banalnego combi. Bez dwóch zdań auris napsuje nieco nastroju sprzedawcom podobnych odmian nadwoziowych focusa, astry, czy octavii. A jeśli do tego dodamy, że touring sports występuje też w odmianie hybrydowej, atuty konkurencji zaczynają się kurczyć.

Rozbrajająco obnaża to cennik aurisa. Jeśli spojrzymy na cenę hybrydy i cenę mocniejszego diesla, ta pierwsza propozycja wychodzi drożej ledwie o 3,4 tys. zł. To cena paru dodatków. A jednak kupując hybrydę, kupuje się nie tylko nowoczesną i przyszłościową technologię, ale też wchodzi się w nowoczesne myślenie. Nastawione na efektywność, oszczędność i pewnie troskę o kawałek planety. A może wynikną z tego i kolejne korzyści, bo wiele polskich miast zwalnia np. z opłat postojowych właśnie hybrydowe pojazdy. Być może Olsztyn też dołączy do zielono myślących miast.

Przyznam, że i mnie się udzieliło to ekologiczne myślenie, kiedy mogłem sobie pozwolić np. na przejechanie ze starówki pod sam dom bez kropli paliwa, tylko na samym silniku elektrycznym. Przyjemnie jest też przemieszczać się po osiedlu na samym silniku elektrycznym, pod warunkiem, że będziemy podwójnie czuwać nad pieszymi. Bezszelestnie jadący samochód usypia bowiem czujność przechodniów.

Hybrydowego aurisa napędzają dwa silniki: spalinowy 1,8 o mocy 99 KM i elektryczny o mocy 80 KM, co sumarycznie dla całego układu daje 136 KM. Stylem jazdy będziemy decydować, który z silników będziemy bardziej wykorzystywać. Jeśli uwzględnimy zasady ecodrivingu, czyli jazdy z poszanowaniem paliwa i przepisów, układ hybrydowy odwdzięcza się naprawdę zaskakującymi wynikami. W trasie udało mi się utrzymać średnie spalanie na poziomie 3,8 litra, zaś w mieście nie przekraczało pięciu litrów. Ale trzeba stale zerkać na wskaźnik poboru mocy (zastępuje obrotomierz — fot. powyżej), który powinniśmy utrzymywać w przedziale „eco“. I jechać przewidywalnie: nie przyspieszać niepotrzebnie, wcześniej odpuszczać gaz jeśli dojeżdżamy do skrzyżowań, jeździć bez agresji.

W czasie jazdy układ sam utrzymuje odpowiedni poziom naładowania akumulatorów. Jeśli są wystarczająco doładowane, można pstryczkiem EV na desce rozdzielczej uruchomić tryb jazdy wyłącznie na silniku elektrycznym. Oczywiście z ograniczoną prędkością (w mieście wystarczająca) i odległością (do dwóch km). Satysfakcja z jazdy — gwarantowana.
Ale w każdej chwili można energicznie przyspieszyć — wówczas układ napędowy korzysta ze wszystkich źródeł energii. A przyspieszenia, choć na papierze wyglądają na przyzwoite (11,2 s do setki), to w rzeczywistości wydają się jeszcze bardziej przyzwoite. Bezstopniowa skrzynia (już nie wyje tak dokuczliwie przy przyspieszaniu) plus bardzo wysoki moment obrotowy silnika elektrycznego, który dostępny jest od zaraz, sprawiają, że auto reaguje na wciśnięcie gazu natychmiast i zdecydowanie.

No, ale my tu się podniecamy hybrydą, ale to dopiero połowa walorów tego auta. Drugi atut to nadwozie kombi. Na 456 centymetrach długości konstruktorzy wygospodarowali naprawdę kawał przestrzeni do zagospodarowania. 530-litrów w standardowym układzie siedzeń plus parę sprytnych schowków. Jeśli złożymy na idealnie płasko podłogę, do przednich siedzeń mamy 205 cm. Dokładnie tyle miałem w swoim starym mercedesie kombi i myślałem wówczas, że większe w środku są tylko wagony kolejowe. A tu kompaktowa toyota... No, no. r

Tagi: moto toyota

Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Natalia #1401352 | 91.229.*.* 23 maj 2014 11:48

    Ta Auriska w hybrydzie chyba bardziej kusi kobiety, niskie zużycie paliwa, cicho w środku i ile przestrzeni! Komfortowa podróż dla całej rodziny, a oprócz tego mnóstwo miejsca na bagaże zakupy, wózek dziecięcy. Wszystko się zapakuje.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz