BMW od lat afiszuje się sloganem "Radość z jazdy". Ja bym to zmienił i przekazał prawdę prawdziwszą: "Orgazm podczas jazdy". Już sam wstęp sugeruje, że obiektywizmu nie ma u mnie za grosz. Ale przyznam, że ilekroć siadam za kierownicą mocnej, rasowej "beemki", roześmiana gęba zdradza mój stan ducha, zaś w myślach krąży jedno pytanie: jak oni to robią?
BMW nie robi samochodów, którymi walczy z konkurencją, BMW robi samochody dla swoich klientów - ta filozofia firmy może nieco kłóci się z dzisiejszym wyrachowanym co do centa biznesem, ale ileż w niej pasji. Nie dziwi więc fakt, że BMW dają olbrzymią radość z jazdy.
Model Z4 jest kontynuatorem popularności jaką w kategorii roadsterów zdobył Z3. Stylistyka Z4 może początkowo wzbudzać nieco grymasów na twarzy, ale trudno zarzucić jej braku wyrazistości, agresywności i powrotu do tradycji roadstera - z długą maską, siedzeniami prawie na tylnej osi i niewielkim bagażnikiem za nimi, choć ten ma akurat ... litrów i co ciekawsze, nie kurczy się po złożeniu dachu.
Wsiadając za kierownicę tej rasowej maszyny pierwsze co się rzuca w oczy, to nawiązanie do kolejnej cechy roadsterów - purystyczny styl. W wyposażeniu tego auta naprawdę niczego nie brakuje, a tak to wszystko zostało sprytnie rozmieszczone, że brak jest przepychu. I dobrze. To nie jest dyskotekowe auto, a prawdziwy mocarz dla doświadczonego już kierowcy (a najpierw zamożnego). Zwiastunem możliwości auta jest dudniący bas, który wydobywa się z poczwórnego wydechu po uruchomieniu silnika. Na drugim końcu wydechu jest sześciocylindrowa, oczywiście rzędowa trzylitrówka. Moc? W firmie Rolls-Royce (nomen omen należy do BMW) odpowiedzieliby niegdyś: wystarczająca. Faktycznie, ma 265 koni. Wysokoobrotowy silnik, który można kręcić do siedmiu tysięcy. Cóż za muzyka wówczas wierci nasze uszy! Tego ochrypłego i szorstkiego zarazem ryku nie usłyszysz w innym aucie. A jeśli towarzyszy temu brutalne czasem miotanie ciałem, sami państwo przyznają, że aż żal wysiadać. No właśnie, czy na pewno?
To, że ta "zetka" ma naprawdę piorunujące przyspieszenia (do setki w 5,7 s, zaś 200 na liczniku to jak smarknąć w chusteczkę), jazda wcale nie rozpieszcza kierowcy. Auto jest twarde. Nasza testówka była dodatkowo obuta w wielkie alufelgi (dopłata 5,8 tys. zł) z oponami z tyłu 255/35 R18 i z przodu 225/40 oraz pakiet sportowego zawieszenia. Tak jak na nowym asfalcie jechała niczym przyklejona, tak na dziurawym chętnie zamieniłbym się z kimś na zwykłą Pandę.
Dłużej zatrzymamy się przy automatycznej skrzyni biegów, która wymaga dopłaty 10 tys. zł, ale daje mnóstwo frajdy. Oczywiście można biegi przerzucać ręcznie lewarkiem, albo łopatkami przy kierownicy. Łopatki są po lewej i prawej stronie. Którą się redukuje? Obojętnie. Pociągając lewą, bądź prawą łopatką, zmieniamy bieg na wyższy. Z kolei pchając ją kciukiem, redukujemy przełożenie. Skrzynia ma też tryb sportowy, wówczas biegi zmieniane są przy wyższych obrotach. Jest też na kokpicie magiczny guzik sport. Po jego wciśnięciu skrzynia automatycznie przechodzi w tryb sportowy, pedał przyspieszenia i układ kierowniczy są bardziej bezpośrednie i auto staje się dzikie i narowiste. Kto posiada już jakiś "kunszt jeździecki", może całkowicie wyłączyć system DSC. Wówczas zakręty pokonujemy dość łatwymi do opanowania ślizgami. Ale nie przesadzajmy, bo 265 koni łatwo jest zirytować jednym ruchem stopy. Bądźmy czujni zwłaszcza na luźnej nawierzchni, bo wówczas auto zachowuje się jak tancerz na lodzie podczas podwójnego tulupa????. Sprawę załatwia wówczas w porę założona kontra i rozsądne dawkowanie gazu.
Czerpanie przyjemności z jazdy miejskiej kosztuje średnio do 20 litrów na setkę. Jadąc płynnie w trasie 100-120 km/h, można podróż zakończyć z wynikiem ośmiu litrów. Choć nie wiem, czy dla kogoś, kto wyda na auto 185 tys. zł (tyle kosztuje bazowa wersja 3.0 Si), a uczciwie zaznaczmy, że jako kolejne auto w garażu, tzw. weekendowe, spalanie - jeśli w ogóle będzie brane pod uwagę - lokalizować się będzie gdzieś w okolicach dylematu: czy zabrać ze sobą w podróż płytę Deep Purple, czy Joe Satrianiego. A ja wam mówię, żadnej. To auto ryczy lepiej jak Jagger w czasach najlepszej świetności.
Rafał Radzymiński
Dodaj komentarz
bmw 325i cabrio, Utworzony: 2010-07-21 16:05:34
jakiego przestępstwa. Szybka jazda to tylko wykroczenie. Trochę wyobraźni, rozsądku i szczęścia i można cieszyć się jazdą bez mandatów
EJ20T, Utworzony: 2007-11-09 15:15:06
Nie przesadzaj z tymi 90 km/h, pamietaj ze mamy znakomita siec autostrad na ktorych mozna rozwinac zawrotne 130 km/h
a1410, Utworzony: 2007-11-04 10:53:07
A jak się mają Pańskie wrażenia do obowiązujących w Polsce 90km/h? Czy nie wydaje sie Panu, że dopuszczenie takiego auta na polski rynek, jest pewną formą przymuszania do popełnienia przestepstwa? Bo tym autem nie da się przecież jeździć przepisowo, co sam Pan najlepiej opisał...